Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Gwiazdka miłości P. Jordan, L. Armstrong, D. Leclaire




Tytuł: Gwiazdka miłości
Autor: Penny Jordan, Lindsay Armstrong, Day Leclaire
Wydawnictwo: Harlequin
Rok wydania: 1998
Ilość stron: 320



   Święta to czas radości, zadumy i oczywiście miłości. Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała okoliczności i nie wstawiła recenzji książki z Bożym Narodzeniem w tle. Romanse z tą tematyką nawet nie wydają się gniotowate. To chyba ta atmosfera wszechobecnego wybaczania i szczęścia tak wpływa na moją ocenę. Przyjrzyjmy się zatem trzem opowiadaniom świątecznym

Penny Jordan Przepis na Boże Narodzenie
   Zemsta, oto główny składnik kłopotów. Nawet zasłużona, prowadzi zwykle do niemiłych konsekwencji. I tym razem nie było inaczej. Heaven (amerykanie nadają doprawdy dziwaczne imiona) została fałszywie oskarżona o uwiedzenie cudzego męża i wyrzucona z pracy. Teraz mści się na Haroldzie, byłym pracodawcy, który wykorzystał sytuację, by rozwieść się z żoną i zagarnąć część jej majątku. Jako, że jest doskonałą kucharką podszywa się pod panią Tiggywinkle i organizuje kolację biznesową dla Harolda. Przy okazji do deseru doda trochę płynnej parafiny. A trzeba wam wiedzieć, że Harold wprowadził się do nowego domu, gdzie robotnicy (ponieważ Harold nie zapłacił) nie podłączyli urządzeń sanitarnych. Będzie tłoczno do wychodka.
   Na owej kolacji był też były szwagier Harolda, Jon. Chce on znaleźć na niego jakiś haczyk, by odzyskać choć część pieniędzy siostry. Przy okazji ratuje Heaven, w której się kochał, przed zdemaskowaniem zabierając ją do swojego domu w Szkocji. Tam też muszą spędzić Święta ukrywając się przed Haroldem. Szkocja, śnieg, święta i przystojniak. Czego kobieta może chcieć więcej?

Lindsay Armstrong Świąteczne przysmaki
   Merryn przyjeżdża na święta do domu swojej przybranej rodziny. Jej przybrana matka dochodzi do siebie po przebytej operacji, dlatego Merryn wzięła dłuższy urlop w pracy, by się nią zająć. Ma też za zadanie przygotować świąteczny obiad dla całej rodziny. Niespodziewanie do domu przyjeżdża jeden z synów Soni – Brendan. Wysoki, przystojny ideał każdej nastolatki. Tylko, że Merryn nie jest już nastolatką. Nie powinna więc czuć tego dziwnego dreszczu. A jednak. Młodzieńcze zauroczenie bynajmniej nie zanikło. Okazuje się też, że Bren zaczyna dziwnie fascynować się Merryn. Nie potrafi jednak oddzielić jego małej siostry (przybranej) od dorosłej kobiety. Dopiero wypadek samochodowy otwiera mu oczy. Ale czy nie będzie wtedy za późno?

Day Leclaire Wypowiedz swoje życzenie
   Co roku Mathias Blackstone wystawia na aukcje kilka świątecznych życzeń. Jedno z nich kupiła Maddie. Była zdesperowana. Musi udowodnić przyszłym teściom i potencjalnemu narzeczonemu, że nadaje się na żonę. Ale jak ma to zrobić, skoro nie umie gotować? Ma jej w tym pomóc Joe Milano, mistrz kuchni, który jest winny Mathiasowi przysługę. Joe jest świątecznym życzeniem Maddie. I mylą się ci, którzy sądzą, że to z jego strony powstanie opór. Otóż nie! Widząc na swoim progu Maddie, Joe właśnie sobie uświadomił, że czas szalonej beztroski dobiegł końca, bo oto ujrzał swoją przyszłą żonę. Niestety kobieta ma już narzeczonego. I jest niezwykle uparta twierdząc, że kocha takiego sztywniaka. Jak ona może się tak oszukiwać? Przed sobą ma gorącokrwistego Włocha, a woli wymoczka, któremu musi udowadniać miłość? Na szczęście lekcje gotowania wydają się idealnym pretekstem, by rozpalić kobietę i pokazać jej, kto tu jest jej prawdziwym przeznaczeniem.

   Zawsze z przyjemnością czytam proste historie miłosne, szczególnie w tak radosnej otoczce. Od razu cieplej robi się na sercu, gdy na najbardziej ulubione święto w roku otrzymuje się upragniony prezent. W tym wypadku jest to miłość. Aż mi się łezka w oku zakręciła. Nawet prostota i schematyzm tych opowiadań nie zepsują mi nastroju. Każdy ma czasami ochotę sobie powzdychać. A Boże Narodzenie to do tego najlepszy okres. A więc czytajcie przesiąkniętą atmosferą świąt oraz cukierkowym (albo z puszystym kremem) romantyzmem Gwiazdkę miłości (Banalny tytuł, wiem. Ale kogo to w tej chwili obchodzi?).

piątek, 23 grudnia 2011

Polowanie na prawdziwego mężczyznę Julie Kistler


Tytuł: Polowanie na prawdziwego mężczyznę
Autor: J. Kistler
Wydawnictwo: Harlequin
Rok wydania: 2000
Ilość stron: 154



   Drogie Panie, pora odwrócić role. Teraz to my staniemy się łowcami. Trzeba przejąć kontrolę i samemu znaleźć tego wymarzonego królewicza. A mają nam w tym pomóc rady czasopisma „Prawdziwy mężczyzna” (Nawiasem mówiąc, nazwa pasuje bardziej do magazynu dla panów, a nie kobiecego czytadła, ale cóż, może to wina tłumacza J ).
   Bohaterka książki, Mabel, to dziennikarka, która stara się o pracę we wspomnianym magazynie. Jednak by ją zdobyć, musi napisać artykuł o metamorfozie szarej myszki w wampa. I to ona ma być owej metamorfozie poddana. Ale to jeszcze nie koniec. W trakcie przemiany musi kierować się 50-cioma radami wymyślonymi przez kolegów po fachu („Panie i panienki, noście obcisłe sukienki; Przyzna to każdy mężczyzna: grunt to frywolna bielizna; Poszukaj nowej scenerii, by dodać randkom pikanterii”). W dodatku każdy etap transformacji musi też udokumentować. A pomoże jej w tym Trace Cameron, znany fotograf.  Oczywiście niesamowicie przystojny fotograf.
   Zaczynają razem pracować i od razu coś ich do siebie ciągnie. Odwiedzają salon piękności, potem butik znanej projektantki a następnie salon z bielizną. Wszędzie Mabel musi pozować do zdjęć. Ostatnia miejscówka jest szczególnie ciekawa. Nie ma to jak stanąć w kabaretkach i gorsecie założonym na odwrót przed mężczyzną, na którym próbuje się zrobić wrażenie. Wybuch śmiechu obu stron, gwarantowany. A jak wiadomo śmiech prowadzi do rozluźnienia. A rozluźnienie do… ale oni się powstrzymują.
   Mabel była typową szarą myszką. Trochę jednak autorka przesadziła w tej charakterystyce. Za bardzo skupiła się na stereotypowym wyglądzie, a nie na charakterze. Nie uwierzę, że każda kobieta w okularach to szara myszka. Wszystko sprowadza się nie do wyglądu, ale do usposobienia. Ten typ znamionuje chorobliwa nieśmiałość i brak pewności siebie. A kobieta, która w minispódniczce i pończochach wybiera się sama na podryw do baru, nie jest nieśmiała. Nie uwierzę też, że nagła zmiana wyglądu odmienia też drastycznie charakter. Nie ważne przed jakim lustrem stanie anorektyczka i tak powie, że jest gruba. Może to i rażące porównanie, jednak kobieta, która nie uważa się za atrakcyjną, nadal będzie miała takie zdanie o sobie nawet, gdy ubiorą ją w jedwabną suknię. Ale odpowiednio komplementowana przez przystojnego mężczyznę, może nabrać pewności siebie. I nasza bohaterka trochę jej nabiera (chociaż już i tak dużo jej miała).
   Szkoda, że w książce poznajemy tylko kilka ze wspomnianych 50-ciu porad. Każdy rozdział rozpoczyna się wskazówką pasującą do jego treści. Przyznam, że bywa to nawet zabawne. Jednak chciałabym zobaczyć pozostałe rady. Jestem ciekawa czy byłyby równie absurdalne, stereotypowe i częściowo pomocne, jak te, które poznajemy w książce.
   Wreszcie ktoś napisał romans, w którym czarno na białym napisano, że wygląd nie ma znaczenia. Bohater kocha naszą Mabel jeszcze przed jej metamorfozą. To właśnie naturalność tak go ujęła. Długie paznokcie, które mają kojarzyć się z namiętnym seksem? Przecież kobieta nie może w nich nic zrobić. Ochrypły głos w rozmowach telefonicznych? Każdy facet pomyśli, że jesteś chora. Kabaretki? Nogi wyglądają jak wędzone udźce. Oto wnioski naszego mężczyzny.
   Po co się męczyć, skoro można znaleźć kogoś, kto pokocha nas w powyciąganym dresie? Oczywiście nie przesadzajmy. Nikt nie zainteresuje się niezadbaną kobietą. Ale czasami można ubrać się w coś wygodnego, a nie katującego nasze ciało. Drogie Panie, jest nadzieja. Prawdziwy mężczyzna będzie nas kochał, nawet wtedy, gdy ubierzemy się w zgrzebny worek i kiedy twarze pokryją nam zmarszczki.


   Chciałabym też złożyć Wam już dziś najlepsze życzenia z okazji zbliżających świąt Bożego Narodzenia. Niech będą one radosne, ciepłe i rodzinne. Życzę Wam szczęścia, pomyślności i mnóstwa prezentów. Studentom, sesji bez poprawek. Uczniom, długich ferii. Pracującym, podwyżek i skrócenia dnia pracy. Tym, którzy nie zaliczają się do żadnej z tych grup życzę więcej miłości i zastrzyku finansowego. Miłość i pieniądze zawsze są na czasie :)
   Niech nadchodzący Nowy Rok przyniesie Wam same sukcesy w życiu zawodowym i prywatnym. Niech będzie jeszcze lepszy niż poprzedni. 


Niedawno zauważyłam ciekawą blogową zabawę. Na Polski grunt wprowadziła ją Lirael. Poniższy tekst należy uzupełnić tytułami książek przeczytanych w tym roku. Tytuły można odmieniać przez przypadki. 


Oto tekst do uzupełnienia

Mój dzień w książkach
Zaczęłam dzień (z)_________.
W drodze do pracy zobaczyłam________
i przeszłam obok_______,
żeby uniknąć_________,
ale oczywiście zatrzymałam się przy________.
W biurze szef powiedział:___________.
I zlecił mi zbadanie___________.
W czasie obiadu z __________
zauważyłam__________
pod_________.
Potem wróciłam do swojego biurka_________.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam________
ponieważ mam____________.
Przygotowując się do snu, wzięłam_____
i uczyłam się_________,
zanim powiedziałam dobranoc ________.

A oto moja opowieść:

Zaczęłam dzień Całując grzech
W drodze do pracy zobaczyłam Panią Shaladoru
i przeszłam obok Marzyciela,
żeby uniknąć Pani Bovary,
ale oczywiście zatrzymałam się przy Mr Perfekcie.
W biurze szef powiedział: Zbudź się, kochanie.
I zlecił mi zbadanie Smaku życia.
W czasie obiadu z Córką Tuśki
zauważyłam Bezduszną
Potem wróciłam do swojego biurka za milion dolarów
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Portret w bieli
ponieważ mam Ślubny kontrakt.
Przygotowując się do snu, wzięłam Miłosne przysięgi
zanim powiedziałam "dobranoc" wampirowi z sąsiedztwa.

piątek, 2 grudnia 2011

Wszystkie barwy Toskanii Julia James, India Grey, Diana Hamilton



Tytuł: Wszystkie barwy Toskanii
Autor: Julia James, India Grey, Diana Hamilton 
Wydawnictwo: Harlequin-Mira
Seria: Opowieści z pasją tom 4
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 432



   To zbiór trzech opowiadań, których akcja rozgrywa się we Włoszech. Jest to przedruk wydanych wcześniej osobno trzech popularnych Harlequinów z serii Światowe Życie. Oczywiście zmieniono też tytuły. Dzięki Bogu na lepsze, moim zdaniem. Niestety poza ładniejszym i bardziej „prestiżowym” wydaniem nadal są to jakościowo niskie czytadła. Nie twierdzę, że wszystkie „harlequiny” są złe. Ale też nigdy nie wolno spodziewać się wiele po książeczkach, które mają 150 stron w formacie 10,5x17cm.

Julia James Cena małżeństwa (Toskańska przygoda)
   Nie wiem co ze mną jest, ale historie tego typu wydają mi się romantyczne. Standardowa opowieść o bogatym mężczyźnie i biednej dziewczynie, którzy pobierają się z rozsądku. Kolejna współczesna historia o Kopciuszku. Magda jest sprzątaczką wychowującą samotnie rocznego synka. Rafael poznaje ją, gdy kobieta szoruje jego łazienkę i natychmiast proponuje jej małżeństwo. Musi ożenić się przed trzydziestką, żeby zdobyć pakiet kontrolny akcji rodzinnej firmy (ojciec go szantażuje), a poprzednia narzeczona się rozmyśliła. Oznajmił więc, że oświadczy się pierwszej napotkanej kobiecie. I bach! Poznał Magdę. Na początku dziewczyna nie daje się przekonać, ale 100 tys. funtów jest dobrym argumentem, szczególnie gdy ma się na utrzymaniu małe dziecko.
    Pobierają się i wyjeżdżają do Włoch. Rafael chce przedstawić żonę swojej rodzinie. Nie wspomniał tylko, że wybrał zaniedbaną i biedną kobietę, tylko po to, żeby zrobić ojcu na złość. W końcu tatuś wybrał już dla niego narzeczoną. Nie ma to jak dwóch upartych facetów w rodzinie. Biedna Magda została wrzucona w sam środek huraganu. Na szczęście Rafaela dosięgają wyrzuty sumienia. W ramach zadośćuczynienia zabiera żonę do salonu piękności. Efekt jest oszałamiający. Cóż powiedzieć? Faceta zatkało. Nic dziwnego, że postarał się szybko zaciągnąć ją do łóżka. Oboje porywa namiętna miłość. Zaczynają zachowywać się jak prawdziwi nowożeńcy. Jednak zbliża się czas wyjazdu z Włoch. Tym samy dobiega końca pierwsza część umowy. Od tego czasu mieli spędzać życie osobno. Ale przecież mieli też nie uprawiać seksu.
   Dzień przed upływem terminu i mającą zdecydować o losie ich związku rozmową przed Magdą zjawia się Lucia – narzeczona wybrana przez ojca. Twierdzi, że Enrico miał zawał, a dalsza obecność Magdy jeszcze bardziej pogorszy jego stan i zagrozi kruchej więzi jaka z tego powodu nawiązała się między ojcem a synem (muszę wspominać, że ojciec był wściekły, kiedy Rafael przedstawił mu Magdę?). Lucia daje Magdzie czek na 10 tys. euro, które rzekomo pochodziły od Rafaela. To koniec.
   Oczywiście kobieta kłamała, ale naiwna Magda (ciągle niepewna siebie i uczuć, które mógł żywić do niej taki atrakcyjny i bogaty mężczyzna) wraca do Anglii. Na szczęście z braku pieniędzy zrealizowała czek, a dzięki temu Rafael mógł ją odnaleźć. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
   Może i nie jest to opowiadanie najwyższej jakości, jednak mnie zawsze poruszała klasyczna historia o Kopciuszku. Tutaj jest ona nieco zmodyfikowana. Pojawia się przecież dziecko. A pokochanie nie swojego potomka nigdy nie jest proste. Było tu sporo sentymentalnych bzdur, tak niestety charakterystycznych dla harlequinów. Ale każdemu przyda się czasami tak polukrować.

India Grey Tajemnice domu mody (Wyprawa do Florencji)
   Jedno słowo, które określi to opowiadanie: niedorzeczne. Nic tam nie trzyma się rzeczywistości. Autorka wymyśla najdziwniejsze sposoby zetknięcia bohaterów i tłumaczenia ich motywów. Mamy Eve, której siostra Ellie przedawkowała narkotyki i zmarła. Jednak Eve uważa, że to nie był wypadek, a celowe zabójstwo, gdyż Ellie wiedziała dużo o przedsiębiorczości narkotykowej syna swojego pracodawcy, którym był słynny projektant Antonio Di Lazaro. Eve pomagając przyjaciółce (musi zastąpić ją we Włoszech jako dziennikarka) postanawia przy okazji zemścić się na Di Lazaro synu. A więc, bez żadnego doświadczenia, port-folio i referencji, ma tylko twarz taką samą jak siostra (bliźniaczki), udaje jej się wystąpić na wybiegu jednego z najsłynniejszych projektantów mody. Tak po prostu. A więc Top Model jednak kłamie. Każda z nas może iść na wybiegu, ot tak dla zachcianki. Wystarczy być tylko siostrą bliźniaczką zmarłej modelki. I nikt nie zapyta: ”A co ty tu robisz? Przecież nie żyjesz!”. To takie naturalne, że zmarli powstają z grobów i wracają do swoich prac, jak gdyby nigdy nic. Czyżbym przegapiła Sąd Ostateczny?
   Żeby nasza bohaterka opanowała nerwy koleżanka po fachu (modelka – można się pogubić w tych zawodach) radzi jej, by Eve wybrała sobie jedną osobę na widowni i na niej skupiła cały swój seksualizm, a wyjście okaże się sukcesem. Tak też robi. A za obiekt wybrała sobie Raphaela Di Lazaro (Tak. Tu też mamy Rafaela, ale przez „ph”. Chyba tylko to jedno imię autorki uznały za wystarczająco włoskie). Tylko, że dowiedziała się o tym dopiero po tym, gdy zaczęli się namiętnie całować na przyjęciu po pokazie. Okazuje się też, że słynny projektant ma dwóch synów: złego i dobrego. Eve oczywiście wpadła i zapałała nieokiełznaną namiętnością do tego drugiego. Chociaż ten pierwszy – Luca – też ją podrywa.
   Cała fabuła kręci się wokół ich niekontrolowanych wybuchów namiętności i jej chęci zemsty. A! Raphael również ma zamiar wtrącić brata (przyrodniego) do więzienia, gdyż wie o jego czarnych interesach.
   Niestety to byłoby jeszcze do zniesienia. W końcu romanse muszą mieć jakiś inny wątek poza miłosnym. Inaczej byłyby nudne. Ale autorka postanowiła posłużyć się pokręconą logiką. Przytoczę może kilka przykładów, dla zobrazowania mojego zdegustowania.
   Za każdym razem, kiedy Raphaelowi zdarzy się ją obrazić (oskarża ją o różne rzeczy, jak to każdy arogant, przecież zawsze ma rację) dziewczynie zbierają się łzy w oczach i zaraz odwraca się chcąc uciec. Irytujące. Gdybym była facetem i miała do czynienia z tak fochalską dziewczyną, rzuciłabym ją w diabły po kilku minutach spotkania. Ale on jest wytrzymały. Punkt dla Raphaela.
   Scena druga. Tę to najmniej rozumiem. Eve jedzie limuzyną na inne przyjęcie. Tam spotyka Lucę, który bez skrupułów ją upija („W tych drinkach prawie nie ma alkoholu” – ta dziewczyna nie jest naiwna, ona jest po prostu głupia!). Wychodzą razem z klubu. Wszystko to widzi Raphael. Obiecał, że nie będzie się więcej wtrącał, ale nie może przeboleć, że taka niewinna dziewczyna zostanie sprowadzona na złą drogę. Podjeżdża swoim samochodem i dowiaduje się, że Eve nie ma gdzie przenocować, gdyż wymeldowała się z hotelu. Kto idąc na imprezę nie ma w zanadrzu jakiegoś miejsca do spania? Co? Planowała prosto z klubu jechać na lotnisko i wrócić do Stanów?! To jest tak pozbawione logiki, że aż głupie.
   Scena trzecia. Raphael i Eve wybierają się na przyjęcie. Ona nie ma się w co ubrać. Więc idą kupić kieckę. Po erotycznych opisach jej w samym staniku, bez niego i w sukience kupują ją. Oboje są już nieziemsko podnieceni (nie, jeszcze tego nie zrobili). Idą przez plac św. Marka. Nagle zaczyna padać. Patrzą sobie głęboko w oczy, a po chwili już przyssali się ustami. Nie będą jednak mokli. Co za szczęśliwy zbieg okoliczności! Jego ojciec ma mieszkanie przy samym placu. Wpadają tam. Robią wreszcie co trzeba. Ale cóż to? Sukienka została na placu. Roznamiętniony Raphael upuścił torbę z zakupem i pognał zając się czymś przyjemniejszym. Jednak nie bój nic. Antonio trzyma w mieszkaniu ubrania jego zmarłej żony, a matki Raphaela. Eve może wybrać którąś suknię. WTF?! W tym momencie scena kupowania wydaje się kompletnie niepotrzebna. Autorka mogła darować sobie to zgubienie kiecki. Który normalny (nawet nieziemsko bogaty) człowiek zostawia w szale namiętności, coś wartego kilka tysięcy? Ja nie znam żadnego. Bez tego momentu cała scena byłaby logiczna. A tak jest sztucznie rozbudowana.
   W sumie cała historia jest w ten sposób skonstruowana. Mam wrażenie, że autorka wymyśliła zarys fabuły, a zespolenie poszczególnych wątków pozostawiła przypadkowi.

Diana Hamilton Druga siostra (Willa w Toskanii)
   Posiadanie rodzeństwa nie zawsze ma swoje dobre strony. W tym wypadku siostra bliźniaczka popełnia przestępstwa i zaciąga długi. A wierzyciele zjawiają się u Milly i żądają rekompensaty. Właściwie zjawia się jeden wierzyciel. W dodatku bogaty.
   Cesare żąda powrotu Jilly do willi w Toskanii, gdzie ma kontynuować pracę, jaką było dotrzymywanie towarzystwa jego babce. Nie będzie już dostawała pensji i nie może jeździć z Nanną na zakupy, a te rygory dlatego, że Jilly okradła starszą panią i uciekła.
   Osłupiała Milly nie zdążyła nic wytłumaczyć, gdyż Cesare odwrócił się i wyszedł informując oschle, że ma być spakowana, kiedy kierowca przyjedzie po nią rano. Dziewczyna czuje, że nie ma wyjścia. Musi udawać siostrę. Tym bardziej, że jest jej to winna. Przecież to, że samolubna i rozpieszczona Jilly opiekowała się i manipulowała bliźniaczką, kiedy chodziły jeszcze do szkoły jest wystarczającym powodem dla takiego poświęcenia. Dlaczego powody niektórych decyzji muszą być takie nieprawdopodobne? Czytelnicy ratujcie się przed nadmierną wyobraźnią autorów.
   W Toskanii Milly nieudolnie próbuje naśladować siostrę. Jakimś zrządzeniem losu udaje jej się ukryć to, że nie zna języka (Jilly mówiła po włosku prawie płynnie). Wszyscy dziwią się, że jest milsza, skromniejsza i bardziej opiekuńcza. Jeden Cesare domyśla się prawdy. A kiedy wreszcie zdobywa dowody na potwierdzenie swoich podejrzeń, postanawia zabawić się kosztem kłamliwej drugiej siostry. Zabiera ją na małą wyspę, gdzie oboje poznają swoje lepsze strony. Coś zaczęło między nimi iskrzyć. Ale zanim wydało się w sposób oczywisty, że Milly to nie Jilly (kto daje takie kretyńskie imiona?) – jedna niewinna i spokojna druga rozpustna (Mam pisać dalej?), zadzwonił telefon. Nonna przewróciła się i złamała żebro. Muszą wracać i się nią opiekować.
    W końcu Cesare ma wyrzuty sumienia, że źle traktuje Milly. Postanawia zabrać ją na zakupy (ach, ta męska metoda przekupstwa), by nie musiała nosić już krępujących ją wyzywających ubrań siostry. Kidy jednak Milly widzi nowe pudła ze skarbami, nie wytrzymuje i wyjawia mu prawdę. Wszystko dobrze się kończy, ponieważ on już wiedział. W dodatku znał jej prawdziwy (dobry) charakter. Spędzają razem noc, w której Cesare wprowadza niedoświadczoną dziewczynę w tajniki miłości. Potem oczywiście obowiązkowo się oświadcza. Jednak jest haczyk. Muszą utrzymać zaręczyny w tajemnicy do czasu wyzdrowienia Nonny. Kiedy się to wyda babcia będzie chciała zabrać się za organizację wesela, a na to nie jest wystarczająco sprawna. Jeszcze.
    Mijają tygodnie. Cesare dużo podróżuje, a biedna Milly wraca do domu, by wziąć udział w weselu przyjaciółki. Ten ich tajny układ zaczyna szwankować. To doskonały podkład pod kłamstwa Jilly – Cesare rozkochał ją w sobie, wykorzystał i rzucił, kiedy była w ciąży (poroniła). Teraz zrobi to samo z Milly. Jak to w romansach, zakochana do szaleństwa i zaślepiona dziewczyna wierzy osobie, która nigdy nie zrobiła dla niej nic dobrego, zamiast wysłuchać swojego ukochanego. Milly ucieka i nie chce rozmawiać z Cesarem. Na szczęście szybko do głosu dochodzi jej zdrowy rozsądek (ma go mało, ale chociaż trochę), więc wraca do ukochanego, przeprasza go i wszystko kończy się szczęśliwie.
   Cóż za banały. Dlaczego autorki upierają się by łączyć zakompleksione kobiety z pewnymi siebie uwodzicielami? To takie oklepane. W dodatku w tym opowiadaniu zostało to zrobione nieumiejętnie. Autorka przesadziła nawet z umieszczaniem informacji świadczących o tych charakterystycznych cechach bohaterów. Tak jakby nie mieli oni żadnych innych. Jej postacie są płaskie i bezosobowe. Ot kolejne ramy, w które można włożyć każdego. Wiem, że harlequiny to schematy, ale przecież i schemat można czasami urozmaicić.
   A co do tomu. Inne zbiory z serii Opowieści z pasją są zdecydowanie lepsze i rzeczywiście mają w sobie pasję. A tu nawet niezwykłe opisy gorącej Toskanii nie pomogły. W tych książkach Włochy wydają się nudne i banalne, jak historie, które mają w nich miejsce. Można było napisać te opowiadania lepiej. Ja tylko, co kilka stron dosłownie łapałam się za głowę i zastanawiałam, jak można coś takiego wymyślić?! Jak można wciąż pisać takie utarte sformułowania i posługiwać się znanymi wszystkim frazesami. Czemu nie ma chociaż trochę oryginalności? Wszystkie barwy Toskanii ratuje opowiadanie pierwsze. Było zdecydowanie najlepsze. W sumie można wysnuć wniosek, że wydawca rzeczywiście skupił się na wszystkich barwach Toskanii. Nie polecałabym akurat tego konkretnego tomu. Ale nie mam nic przeciwko całe serii. W końcu Za milion dolarów było całkiem niezłe.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Za milion dolarów Susan Mallery




Tytuł: Za milion dolarów
Autor: S. Mallery 
Wydawnictwo: Harlequin-Mira
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 443


 
   Ładna sumka. Też bym chciała. Wystarczy tylko poślubić Todda Astona III. Może jednak zacznę od początku. Po wielu latach nieutrzymywania kontaktów ekscentryczna i bogata matka odnajduje swoją córkę, która z kolei ma trzy dorosłe córki. By polepszyć sytuację materialną wnuczek i wtrącić się w życie całej swej rodziny, babka proponuje, że zapłaci każdej z nich (3 wnuczki+matka) po milionie dolarów jeśli któraś z dziewcząt poślubi Todda Astona III (dalekiego krewnego). Właściwie z Todem i jego kuzynem, o którym będzie mowa dalej, łączy ich jakieś dziwne pokrewieństwo. Babka jest ich babką cioteczną, ale nie jest ich biologiczną babką, gdyż jest drugą żoną ich dziadka. To tak z grubsza. Ogólnie jest to chyba relacja trochę bardziej skomplikowana.
   Wracając do fabuły. Dziewczyny grają w „papier, kamień, nożyce”, żeby zdecydować, która nieszczęśnica pójdzie na randkę ze wspomnianym kandydatem. I od tego zaczyna się pierwsze opowiadanie. Dlaczego pierwsze? Ponieważ książka podzielona jest na trzy części, każda o innej siostrze.
   Randka w ciemnio opowiada o Julie. Najstarsza z sióstr przegrywa w „papier, kamień, nożyce” i spotyka się z Toddem a przy tym mile się rozczarowuje. Gość wcale nie okazuje się nieudacznikiem i nudziarzem, który potrzebuje swatania. Wręcz przeciwnie. Niezłe z niego ciacho. Randka szybko się rozkręca i jeszcze tej samej nocy dochodzi do gorącego preludium. Idealnie. Czyżby? Niestety. Zawsze musi być coś nie tak. Tym „nie tak” jest Todd. A właściwie jego kuzyn – Ryan. Panowie uznali, że Julie spotykając się na takich warunkach w dodatku z milionerem jest pazerna. Postanowili dać jej nauczkę. Niestety mylili się co do jej motywu pójścia na randkę. Za samo spotkanie nie dostałaby pieniędzy. Milion dolarów otrzyma dopiero, kiedy wyjdzie za Todda.
   Nie trzeba pisać co było dalej. Oczywiście Julie się wściekła i wyrzuciła, Ryana alias Todda ze swojego mieszkania. Reszta książki byłaby nudna, gdybyśmy mieli czytać tylko o nieudanych próbach przeprosin z jego strony i szczerej niechęci – z jej. Autorka musiała więc rzucić jakąś bombę. Oto ona – ciąża. Wpadki się zdarzają. Trudno. Czytelnik niestety ma sztampowy przykład połączenia skłóconej pary.
   Opowiadanie drugie – Cudowne ocalenie – muszę przyznać, że z tych trzech podobało mi się najbardziej. Czytamy w nim o Willow – zwariowanej i gadatliwej a przy tym bardzo czułej i wrażliwej wegetariance (steki z grilla i hot-dogi to nie mięso!). Dziewczyna jedzie do rezydencji Todda, by zrobić mu awanturę za to, jak potraktował jej siostrę. Niestety nie zastaje pana domu. Drzwi za to otwiera jej jego ochroniarz (mam słabość do facetów z szerokimi barami) – Kane. I tak od słowa do słowa kończy się na gonitwie (nie ważne jak wygląda taka osoba, jeśli grozi twojemu pracodawcy, należy uznać ją za niebezpieczną). W konsekwencji ucieczki przez trawnik, Willow skręca kostkę, odnajduje rodzącą kotkę, a Kane ma kłopot (w właściwie dwa) na głowie. Z natury samotnik i milczek, nie może wyjść z oszołomienia, kiedy Willow rozgaszcza mu się w domu. Powoli jednak zaczyna panować nad sytuacją. Jasne. Tak nad nią zapanował, że wylądowali razem w łóżku. Uczuciowa Willow od razu się w nim zakochuje, ale żeby nie złamać swojego serca ma plan. Stopniowo będzie oswajać Kane’a.
    Ostatnia część książki Wbrew rozsądkowi opisuje historię Mariny i właściwego Todda. Siostra Mariny – Julie znana nam z pierwszego opowiadania, i Ryan pobierają się. Ale również przed samym ślubem planują służbową podróż do Chin. Przygotowaniami do wesela muszą więc zając się drużbowie. Ta część jest nawet zabawna. Obserwujemy perypetie pary nielubiących się osób, które muszą sobie poradzić z natrętną ekspedientką w sklepie z męskimi garniturami, wtrącającą się we wszystko babcią i śmietanowym posiłkiem. To ostatnie spowodowało u obojga zatrucie pokarmowe. I to dlatego Marina musiała przenocować u Todda, a potem przez ponad dobę dochodzić do siebie. Zgadnijcie jak skończyła się rekonwalescencja? Nom. Geny to silna rzecz. Po zachowaniu dziewczyn widać, że są siostrami.
    Cóż. Co mogę napisać o standardowym romansie klasycznym? Nie jest do końca oryginalny, chociaż pomysł z pieniędzmi za małżeństwo się do tego zbliżył. Niestety wyjaśnienie tej całej pieniężnej otoczki nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Brakowało mi prawdopodobnego motywu. Rozumiem, że babcia lubi się wtrącać. Rozumiem, że pragnie by jej ulubieni wnukowie się pożenili. Ale zazwyczaj podsuwa się im kandydatki w trochę bardziej subtelny sposób. Oferować od razu 5 milionów do podziału? Dla mnie nie do końca logiczne.
   Mimo tego niedociągnięcia czytało mi się szybko i przyjemnie. Lekka lektura, do tego miejscami zabawna. Nie porywa, ale da się ją lubić.
   Podoba mi się też zabieg autorki lub wydawnictwa z włączeniem wszystkich opowiadań w jeden tom. Widać, że książka w pełni stanowi całość kompozycyjną. Jedno opowiadanie jest źródłem drugiego. A ze wszystkich trzech powstała jedna historia opowiadana z różnych punktów widzenia. 
   Mallery to kolejna autorka, której książki będę z pewnością czytać. Nie będę czekać na nie z utęsknieniem, ale to nie wina jej stylu. Po prostu znudziły mi się już grzeczne romanse. Potrzebuję trochę więcej dreszczyku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...